Coroczny syndrom WOŚP

Przed nami 26 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który niezmiennie wzbudza dwie, czasami skrajne emocje – sprzeciw i negację oraz poparcie i deklarację wsparcia. Zauważalny jest syndrom „oblężonej twierdzy” w relacji obu stron wobec siebie.

Warto zaznaczyć, że porównywanie WOŚP do Caritasu jest dość naiwne. Obie instytucje łączy (i to w niepełny sposób) kwestia pomocy innym, ale w znacząco inny sposób. Poza tym to dwie inne, znacząco różniące się organizacje.

Spójrzmy na WOŚP w diametralnie inny sposób. To silnie nacechowana elementami rozrywkowymi, energią i dobrą wolą ludzi, marketingowo nastawiona na promocję, połączona z elementami charytatywnymi akcja.

To wspaniałe miejsce na pokazanie swoich zainteresowań, projektów, firm czy własnej osoby. I tak naprawdę nikt na tym nie traci, a każdy coś zyskuje. I nie ma akurat w tym nic złego!

Paranoja ideologiczna weszła swoimi ciężkimi buciorami w sam środek i poprzez swoich samozwańczych rzeczników zaczęła mówić ludziom odgórnie co jest dobre, a co złe. Transparentność finansowa jest jednak w takich wypadkach rzeczą konieczną i dotyczy to obu stron. Wszelkie jej niedopełnianie czy ukrywanie zasługuje na surową krytykę.

Jeżeli zaś chcesz pomagać innym i nie masz urazu do kościoła, wpłacaj na Caritas, bo tym się oni deklaratywnie zajmują, a jeśli nie, to jest w Polsce wiele świeckich organizacji charytatywnych – zatem wystarczy tylko chcieć i robić, a nie tylko atakować.

Puryści ideowi zawsze będą mieli trudne życie i nie powinni narzucać swoich problemów innym.