Koniec dominacji dolara?

dolar_kontynuuje_swa_sie_6497349Dolar amerykański jest walutą inwestycyjną od wielu wielu lat, uważaną za najbezpieczniejszą i najstabilniejszą na świecie ze względu na geopolityczne położenie i postawę Stanów Zjednoczonych. Oczywiście waluta amerykańska musiała przejść długą drogę, aby stać się uniwersalnym środkiem płatniczym, swoistym językiem biznesu. Przewrotny tytuł „koniec dominacji dolara” nie przedstawia nam historii „upadku” dolara, ale raczej skupia się na nowo powstających możliwościach, snutych planach i faktach popierających jedną bądź drugą teorię.

Co oznaczał by „koniec dominacji dolara”. Przyjmijmy, że musiała by pojawić się inna bardziej atrakcyjna waluta o zasięgu globalnym, która była by bardziej stabilna, tańsza w kredytowaniu, wsparta siłą dominującego „imperium” oraz co dla wielkiego biznesu jest najistotniejsze – bezpieczna. Obecnie nie ma drugiej waluty spełniającej te kryteria lepiej niż dolar, mimo chwiejącej się pozycji po ostatnich kryzysach finansowych. Niestabilność i kłopoty strefy euro zdyskwalifikowały tą walutę, zaś zaprzestanie wspierania przez rząd franka szwajcarskiego zachwiało również i pozycją tego środka płatniczego.

Więc aby „zakończyć dolara” nie jest nam potrzebna wojna, ale zakwestionowanie jego niezawodności. I do tego naszym zdaniem, kroczek po kroczku usiłuje przekonać nas rząd w Chinach. Kilka dni temu, władze Państwa Środka zezwoliły swoim bankom na bezpośrednie kwotowanie Polskiego Złotego. Co to oznacza? To, że Chiński rząd przekonuje coraz większą rzeszę państw do bezpośredniego korzystania z ich waluty, z pominięciem dolara. Naszym zdaniem rząd USA ma się czego obawiać, ponieważ kilka miesięcy temu, gdy Polski rząd w tamach próby wypuścił obligacje państwowe w Chińskim juanie, zainteresowanie nimi 600krotnie przewyższyło ilość dostępnych akcji. Zatem Chińczycy chętnie w Polsce zainwestują.vcgktkpturbxy8zmdbhngvmnmmxngninjhkn2rinmiynzy5nwm0ytuyzi5qcgeslqmap80nrm0hsjmfzqmuzqg8

Co to oznacza dla nas polaków? To, że nie jesteśmy zmuszeni prowadzić tak wycofanej polityki względem USA i możemy od naszego „najważniejszego sojusznika” więcej wymagać, niż tylko rotacyjnej obecności wojsk. Choćby wiz albo zastrzyku finansowego na modernizacje NASZEJ armii. Ponad to powinniśmy się kierować interesem naszego, a nie obcego kraju i współpracować z każdym kto ten interes może wspomóc. Jeśli będzie to USA, nie mamy nic przeciwko, jeśli za tym będą stały fakty, jeśli to będą Chiny, to również uważamy, że należy z tego korzystać.

Warto oceniać nasze możliwość racjonalnie, a nie romantycznie. Opierając na tym co możemy zyskać, a nie kierując się uprzedzeniami.