Konstytucja na miarę XXI wieku

Kilka dni temu obchodziliśmy okrągłą, bo 20-letnią rocznicę uchwalenia Konstytucji w wolnej Polsce z 1997 roku. Już samo referendum pokazało, że ta ustawa zasadnicza nie będzie wolna od błędów i nie będzie cieszyc się szacunkiem całego narodu. Jednak ostatecznie ją uchwaliliśmy, bo była potrzebna. Lata minęły i ludzie z czasem ją zaakceptowali lub zwyczajnie przyzwyczaili się, zaś dla niektórych stał się ten dokument pewnego rodzaju nietykalnym dogmatem…

Bądźmy realistami. Minęło 20 lat, Polska dokonała wielkiego skoku cywilizacyjnego. Kontytucja jednak została niezmieniona i nie przystoi do dzisiejszych czasów. Ma wiele szkodliwych socjalistycznych reliktów, nieścisłości łamiących zasadę trójpodziału władzy, nie daje odpowiednich, skutecznych narzędzi organom kontrolnym i pod względem kompetencji jest w kilku miejscach niespójna. O ile można było czuć dumę w 1997 z uchwalenia kontytucji, to dzisiaj powinniśmy czuć odrobinę wstydu, że nie potrafimy uchwalić nowej, dostosowanej do dzisiejszych czasów.

W wielu dyskusjach podkreśla się konieczność wprowadzenia modelu prezydenckiego lub kanclerskiego. Zgadzamy się z tym kierunkiem, gdyż wyraźniej określi to kompetencje oraz pozwoli przywrócić zasadę trójpodziału władzy.
Wielu jednak wyobraża sobie J. Kaczyńskiego jako wszechmocnego prezydenta bądź kanclerza (wedle nowej hipotetycznej Konstytucji) i przez to rezygnuje z popierania koniecznych zmian. To błąd, gdyż obóz rządzący wykorzystuje w tej chwili wszelkie luki i nieścisłości Konstytucji by dalej konsolidować władzę. Warto też dodać, że nikt nie rządzi wiecznie.

Jeżeli obawiamy się Kaczyńskiego, to zacznijmy rozmawiać o takim dokumencie, który chroniłby nas obywateli od zakusów politycznych person. Przygotujmy się jednak na szukanie kompromisów, a nie narzucanie wizji innym ludziom.