Mecenat państwa i Unii

Po ostatnich doniesieniach o tym, że Nowa Konfederacja nie otrzymała od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotacji oraz obniżyła do tego tzw. „ocenę strategiczną”, warto poruszyć rzadko omawiany temat mecenatu państwa w kwestii działalności think-tanków i innych organizacji opiniotwórczych. „zakręcenie kurka” wynika prawdopodobnie z artykułu konstruktywnie i po republikańsku krytykującego poczynania Jarosława Kaczyńskiego i rządu PiS napisanego przez redaktora Radziejewskiego.

Mecenat państwa jest kapryśny i wymagający. Dopóki pasuje to linii politycznej, będzie można otrzymywać pieniądze, wszelka krytyka czy odejście od danej ideologicznej ścieżki, oznacza, niczym na dworze królewskim, utratę łask i pieniędzy. Praktykę tą stosuje PiS, który większość z swoich działań dostosowuje do modelu centralistycznego zarządzania partią. W Polsce odbywa się też wiele konferencji tematycznych o ważkich tematach geopolitycznych, które również są skazane na łaskę i dostosowywanie do wymogów ideologicznych danej partii.
Państwowy mecenat ma też inną patologiczną stronę jakim są Start-upy dotowane ze strony państwa, bez wyraźnego przyłożenia się do weryfikacji ich skuteczności. Kwoty mogą być zastraszające wraz z ich mierną skutecznością.

Mecenat Unii (lub określając go inaczej wsparcie/dotacje) są działaniem podobnym. Określone ideologiczne założenia i procedury muszą być spełnione by ktoś otrzymał wsparcie. Wiele gmin wpadło w tą pułapkę „unijnego wsparcia” zadłużając się niemiłosiernie chcąc posiadać wymagany wkład własny i wiele organizacji działa jedynie w oparciu o pieniądze z Brukseli.

O ile kiedyś mecenat możnych lub kościoła (jako osób i instytucji z odpowiednimi kwotami) był niezaprzeczalnie skutecznym sposobem rozwoju kultury, sztuki, rzeźby czy poezji, to w dzisiejszych czasach mamy ku temu wiele narzędzi. Najlepszym z nich jest internet z mnogością portali wspierających (wspieramto, www.patronite.pl).

Uzależnianie organizacji od państwowego garnuszka wysusza innowacyjność, samodzielność i rzetelność obywateli. Jest to oczywiście zabieg nieprzypadkowy, który służy kontrolowaniu aktywności opinii obywateli. Parafrazując zawołanie szlachty Polskiej „Nic o nas, bez nas” tak teraz mamy zawołanie kadry kierowniczej – czy to w Polsce czy w Unii – „Bez nas nic nie zrobicie”. Jako zwolennicy społeczeństwa obywatelskiego uważamy to za szkodliwą patologię, która ogranicza aktywność, innowacyjność i mocno ogranicza rozwój bardzo potrzebnych dalszego rozwoju kraju, elit intelektualnych. Uważamy, że Polacy powinni zarówno mieć pieniądze jak i możliwości wspierania organizacji, które uważają za warte wspierania, oddolnie, bez ideologicznego kagańca. Dotacje o ile muszą być, powinny iść w sektory, które potrzebują znacznych funduszy inwestycyjnych, które w przyszłości przyniosą nam korzyści.