Miejsce Polski w rywalizacji między imperiami

W ostatni czwartek i piątek odbyło się spotkanie Donalda Trumpa i Xi Jinpinga. Trudno się nie dziwić dużemu zainteresowaniu, gdy spotykają się przywódcy dwóch najsilniejszych państw na świecie, w momencie rosnącego konfliktu interesów między nimi.

Spotkanie pozornie nie było burzliwe, pełne emocji, wzajemnych gierek politycznych i ukrytych dealów. Obie strony mówią o serdeczności, „przyjaźni”, dobrej atmosferze. Nie oznacza to jednak, że rywalizacja przeminęła, zwyczajnie weszła na inny tryb.

Przetoczyć tu można chińskie powiedzenie „zgubić arbuza, zbierając sezam”, czyli porzucić coś dużego w pogoni za drobiazgami. Sezamem mogą być chińskie inwestycje w Stanach bądź zwiększenie eksportu amerykańskiej żywności do Chin, ale chodzi o wspomnianego arbuza, czyli prawdziwy obiekt pożądania, którą będzie przyszła dominacja na arenie światowej.

Polska w aktualnej sytuacji musi zachować rozsądek, jeśli chcę skorzystać z geopolitycznego przetasowania. Tak się szczęśliwie składa, że oba te kraje nas potrzebują. Pierwszy (USA): jako zapory i kraju balansującego rozpychającą się Rosję, a także klina między Berlinem a Moskwą. Druga strona (Chiny) również widzi nas jako klin (tutaj mamy ciekawe połączenie wspólnego rozumowania interesów), zaś polskie terytorium – jako ważny odcinek Nowego Jedwabnego Szlaku, wielokrotnie wspominane europejskie centum logistyczno-transportowe, geograficznie optymalne, gdyż umożliwiające budowę najkrótszych linii dostawczych.

Oznacza to, że nie powinniśmy wybierać żadnej ze stron i korzystać z chińskich pieniędzy na inwestycję infrastrukturalną, zaś od USA uzyskiwać tyle samodzielności strategicznej, ilości i jakości broni oraz technologii wojskowych na ile to możliwe.

Polecamy poczytać bardziej szczegółówe relacje:
http://kulturaliberalna.pl/2017/04/06/sarek-chiny-usa-trump-xi-spotkanie-na-florydzie/