Porażka wizerunkowa Polski…

Wybór Przewodniczącego Rady Europejskiej to stosunkowo mało intrygujące wydarzenie. Co prawda jest to pozycja prestiżowa, jednak z aspektu kompetencji, którą posiada ów przewodniczący, trudno oceniać ją jako wpływowa.

W ostatni czwartek minęło 2,5 roku kadencji Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej. Ze względu na to, że może pełnić tą rolę raz jeszcze, zgodził się kandydować ponownie. Sytuacja ta, nie powinna budzić specjalnych emocji, dla Polski jest to sprawa pozornie oczywista – lepszy Polak nawet na takim stanowisku niż na żadnym. Jarosław Kaczyński (ustami premier Szydło i ministra Waszczykowskiego) postanowił jednak utkać intrygę i stworzyć polityczną rozgrywkę w Unii Europejskiej. O ile można zgodzić się, że dosyć łatwo ogrywa politycznie aktualną „opozycję totalną” to na arenie europejskiej brakuje mu narzędzi oraz poparcia dla swych działań. Ocenić to można jako zachowania politycznego hazardzisty, jednak bez posiadania dobrych kart.

Mimo tego wszystko spróbował… i przegrał… z kretesem. Kaczyński stworzył dziwaczny precedens wystawiając kontr-kandydata na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, mimo iż był nim już osoba z Polski i to jeszcze postawił na kandydata nieznanego, bez specjalnych dokonań, który niedawno opuścił szeregi opozycji – PO. Wynik głosowania – 27 – 1. Każdy kraj Unii zagłosował na Tuska oprócz Polski, nawet „zadeklarowani” sojusznicy jak Węgrzy. Z perspektywy naszych zachodnich, wschodnich i południowych sąsiadów było to zachowanie niezrozumiałe, podważające zaufanie co do wiarygodności naszego kraju. Ci zaś co zrozumieli sytuację mogli nas ocenić jako kraj(bądź rząd) pełen kompleksów i zaściankowości.


Co jest ciekawe, retoryka w Polsce jest diametralnie inna w zależności od stron popierających. Opozycja i eksperci są zażenowani i mocno krytyczni,

media pro-rządowe uważają to za sukces – „postawienie się całej Unii”. Po powrocie witano ich jak boghaterów, a  Kaczyńskiego przedstawiano jako męża stanu, który sprawia, że „Polska wstaje z kolan”. Ciężko zrozumieć takie zachowanie, które ma syndromy oderwania się od rzeczywistości.
Naszym zdaniem nie powinno się wykorzystywać wydarzeń zewnętrznych do umacniania swojego wizerunku, w zasadzie jedynie w swoim elektoracie kosztem wizerunku całego kraju. To zwyczajnie niepoważne!