Wybory w USA – marketingowe święto demokracji

W dniu dzisiejszym  (8 listopada) odbywają się wybory jednego z najważniejszych przywódców świata – prezydenta Stanów Zjednoczonych.
 

Zainteresowanie świata tymi wyborami nie dziwi raczej nikogo, ludzi zawsze interesowała sytuacja u podmiotu emanującego siłą, w tym przypadku państwa silniejszego i jest to postawa bardzo dobra. Na co my chcemy zwrócić uwagę, to sposób prowadzenia tej kampanii, poziomu zaawansowania marketingu politycznego, który doprowadził do tego, że wybory stały się swoista pop-kulturą. W tym okresie Ameryka żyje tylko tym wydarzeniem, ekscytuje się nim, tworzy memy, filmy, programy (i te poważniejsze jak i bardziej prześmiewcze), gadżety czy nawet teorie spiskowe. Owy trend marketingowy doszedł do takiego poziomu skuteczności, że wzorce prowadzenia kampanii, debat czy tworzenia spotów emanuje na inne kraje o modelu demokratycznym.

kollaj_vybor

Amerykański system polityczny jest dość uproszczony, oparty na zabetonowanym podziale dwupartyjnym, skazuje wyborców na dwóch kandydatów, którzy zostali wyselekcjonowani na potrzeby kampanii i oczekiwań wyborców. Kandydaci innych partii przesuwani są w cień, niezależnie od ich poglądów czy kompetencji. Biorąc pod uwagę polityczne, biznesowe czy urzędowe powiązania interesów skupionych wokół tych dwóch partii, może to prowadzić do wypaczeń.

No, ale nie może zabraknąć kilku słów o kandydatach. Donald Trump to kandydat buntu, gniewu i siły, głos ludzi prostych , porzuconych, często zniesmaczonych bądź dumnych patriotów. Hillary Clinton zaś to kandydatka tzw. Elit, mniejszości, grup o nastawieniu pro socjalnym.
 
Naszym zdaniem jednak wybór prezydenta (niezależnie jakiego) nie będzie rewolucją, ale co najwyżej lekką zmianą. System polityczny w Stanach zjednoczonych mocno ogranicza władzę urzędu prezydenta. Tworzenie wielkich wizji danej prezydentury jest w naszym przekonaniu „dzieleniem skóry na niedźwiedziu”, gdyż osoba wybrana w pierwszych tygodniach stawi czoło nieznanym jej dotąd ekspertyzom z Białego Domu.
 
Problem elekcji, to wybór mieszkańców Stanów Zjednoczonych i to oni powinni go rozgryźć. W Polsce mamy palące problemy, ale z uwagą obserwujemy rozwój wypadków za oceanem.